Newsy

Opublikowane 2021-10-27
0 Komentarz

Niewinna spędziła 18 lat w więzieniu? Morderstwo w butiku Ultimo, jak sprawa Tomka Komendy?!

Przez długi czas cała Polska żyła morderstwem do którego doszło końcem lat 90’ w warszawskim butiku. Za winną bezlitosnej zbrodni uznano 23-letnią wówczas Beatę Pasik. Sprawa przez lata wielokrotnie trafiała na czołówki gazet i serwisów informacyjnych Od początku było wokół niej wiele kontrowersji, niejasności i wątpliwości, których nigdy nie wyjaśniono. Choć kobieta przez wszystkie lata utrzymywała, że jest niewinna, została skazana na 25 lat pozbawienia wolności, na podstawie nie do końca pewnej swoich zeznań ofiary, która przeżyła napaść. Żaden inny dowód nie potwierdził tej wersji, ponieważ nie znaleziono nic więcej, co świadczyłoby o winie skazanej kobiety. Niedawno Beata Pasik po 18 latach odsiadki warunkowo wyszła na wolność i podjęła walkę o swoje uniewinnienie. O jej losie znów jest głośno i wydaje się, że będzie jeszcze głośniej. Wiele osób wierzy w jej niewinność, wskazując na nieścisłości w sprawie i twierdząc, że nie ma dowodów na jej winę. Czy tak jak w przypadku Tomasza Komendy doszło do okrutnej pomyłki sądowej, która zniszczyła niewinnej osobie życie?

Morderstwo w butiku Ultimo

Zbrodnia miała miejsce 16 grudnia 1997 roku pomiędzy godziną 19 a 20. W centrum Warszawy, w butiku Ultimo postrzelono 24-letnią Annę, kierowniczkę sklepu i zastrzelono jej 26-letniego męża, Daniela. Siostra Anny szybko zaczęła martwić się brakiem kontaktu ze strony małżeństwa. Zostawili pod jej opieką małą córeczkę, która od dwóch dni gorączkowała, mieli odebrać ją po godzinie 20. Nie przyjechali po dziecko, nie wrócili do domu. Nikt też nie odbierał w butiku telefonu. Kobieta około 22 zaczęła poważnie się niepokoić. Zadzwoniła wtedy do Huberta, brata Daniela, który z żoną Natalią pojechał na Nowy Świat, by sprawdzić czy nic się nie stało. Natalia pracowała z Anną i widziała ją tego samego dnia jeszcze o 19.30, gdy przyniosła jej utarg z drugiego sklepu. Na miejscu, pod budynkiem stało auto Daniela. Bliscy zostali zapalone w butiku światło, drzwi były zamknięte zarówno od frontu jak i od zaplecza. Alarm nie był włączony. Nie mogąc wejść do środka, musieli poszukać kontaktu z osobami, które miałyby dodatkowe klucze. Dopiero 2 godziny po tym jak przybyli na miejsce, około północy udało im się wejść do butiku. Tam znaleźli zwłoki Daniela i ciężko ranną, lecz wciąż żyjącą Annę.

Morderstwo w butiku Ultimo

Miejsce zbrodni

Technicy kryminalni na miejscu zbrodni szybko ustalili, że nie było żadnych śladów włamania. Ten, kto strzelał, najwyraźniej został wpuszczony do środka od zaplecza albo po prostu wszedł przez otwarte drzwi. Gdy po dokonaniu zbrodni wychodził, musiał je zamknąć, nie gasząc przy tym światła. Nigdzie było kluczy Anny. Nie było też broni z której padły strzały. Co więcej, broń, podobnie jak skradzione klucze, nigdy nie zostanie odnaleziona. Nikt nie zabezpieczył śladów obuwia. Śledczy całą noc przesłuchiwali świadków, poznając bliżej Annę i Daniela. W protokołach między tym co usłyszeli, zapisali też imię: Beata. Obie młode kobiety miały bowiem napięte relację, więc Pasik szybko mogła przyjść na myśl komuś, kto opowiadał o zdarzeniach życia małżeństwa z ostatnich dni przed napadem na butik.

Miejsce zbrodni

Anna przeżyła i wskazała kto strzelał

Do Daniela strzelono dwa razy. Najpierw pocisk trafił go w pierś, zaś drugi dobijający oddano w tył jego głowy. Mężczyzna miał również niewielką ranę na głowie i poranioną prawą rękę, tak, jakby się bił. Nie brano tego pod uwagę w późniejszym śledztwie o morderstwo, którego miała się dopuścić Beata Pasik. Jak zresztą wielu innych istotnych faktów. Anna J. w ciężkim stanie trafiła do szpitala, podobnie jak mąż, została postrzelona dwa razy. Po trudnej operacji, kilkadziesiąt godzin później odzyskała przytomność. Policja naciskała na jak najszybszą możliwość rozmowy z jedynym świadkiem zdarzeń. Gdy otrzymali pozwolenie od lekarza, zeznania przyjęli dwaj niedoświadczeni policjanci. Według informacji, było to ich pierwsze zabójstwo. Poszkodowana Anna J. zapytana o to kto był mordercą, wskazała byłą pracownicę sklepu. "Strzelała Beata" - powiedziała, choć była pewna tylko na 97 procent. Tyle wystarczyło, by Beata Pasik została skazana na 25 lat pozbawienia wolności, choć oprócz zeznań Anny śledczy nie mieli na Beatę w zasadzie niczego. Nie tylko nie znaleziono broni. Nie było też żadnych śladów, które świadczyłyby o tym, że to ona pociągnęła za spust. Na jej skórze i ubraniach nie było śladów prochu ani krwi. Podobnie jak w przeszukanych rzeczach. Nie było najmniejszych śladów, które są charakterystyczne po wystrzałach.

Anna przeżyła i wskazała kto strzelał

“To nie ja zabiłam”

Zarówno Anna i Daniel, którzy byli parą od szkolnych lat dobrze znali Beatę. Kobiety, niemal rówieśniczki, kiedyś były ze sobą dość blisko, były obecne nawet na swoich ślubach. Jednak przed nocą w której doszło do strzelaniny, miały napięte relacje. 24-letnia Anna jakiś czas wcześniej awansowała na kierownika wszystkich trzech sklepów sieci Ultimo. W jednym z nich od lat pracowała Beata. Zdaniem śledczych, motywem zbrodni miało być to, że kierowniczka sklepu zwolniła Beatę Pasik z pracy, gdy doszły do niej plotki o rzekomej kradzieży pieniędzy. Tłumaczenia pracownicy nic wówczas nie dały, musiała pożegnać się z pracą, w sklepie doszło do awantury. Beata do kradzieży nigdy się nie przyznała, tak jak i do tego, że strzelała do Anny i jej męża. Dwa dni po morderstwie do domu Beaty Pasik wkroczyli antyterroryści, którzy wyrwali ze snu ją i jej chłopaka. Jak wspominała po latach: “Miałam zaledwie 23 lata. Spałam spokojnie, układałam sobie życie. Nagle, o 6:00 rano, weszli antyterroryści. Nie wiedziałam, co się dzieje, dlaczego leżę skuta w kajdanki. Żadnych odpowiedzi, same pytania, przeszukanie mieszkania. Nie mogłam się nawet dowiedzieć, o co chodzi”. Beata od początku przekonywała “To nie ja zabiłam”, nigdy się nie złamała, nie powiedziała nic innego.

Do trzech razy sztuka

Sąd pierwszej instancji uznał, że Beata jest niewinna. Sąd drugiej instancji podobnie. Głośny proces dzielił nie tylko społeczeństwo, ale i sędziów. Dwa razy została uniewinniona, ponieważ wóczas zeznania Anny i policjantów sąd uznał za niewiarygodne. Już dekady temu padało pytanie dlaczego Anna wskazywała Beatę. Sąd podawał trzy możliwości: bo rzeczywiście zapamiętała, kto strzelał, bo jest przekonana, że tylko ona mogła to zrobić, bo jej to zasugerowano. Dopiero w 2005 roku po kolejnym zażaleniu pokrzywdzonej i prokuratury powołany skład sądu trzeciej instancji skazał ją za morderstwo na 25 lat. Zagłosowano 3:2 za uznaniem jej winną zarzucanych czynów. Sąd, który ją skazał, bazując na tych samych dowodach i informacjach, co dwa poprzednie, uznał, że pierwsze zeznania Anny zawierają najwięcej szczegółów, zasługują na wiarę i najlepiej odzwierciedlają przebieg wydarzeń.Dezycja skazująca młoda kobietę za morderstwo nie była jednogłośna, przeciwna temu była m.in. przewodnicząca składu orzekającego, która została jednak przegłosowana i musiała wydać wyrok. Nikt nie chciał słuchać osadzonej. Apelacja i kasacja, a także kolejne pisma do rzeczników praw obywatelskich nie przyniosły żadnych efektów. Trybunał w Strasburgu uznał, że nie może zająć się jej sprawą. Beata dotychczas spędziła łącznie aż 18 lat w więzieniu. Jak się okazuje, nadzieja na to, że los Beaty może się odmienić, zaczęła się w niej tlić, kilka lat temu, gdy w telewizji wyemitowano reportaż o niewinnie skazanym Tomaszu Komendzie. Beata Pasik postanowiła napisać list do redakcji "Superwizjera".

 “To nie ja zabiłam”

Warunkowe zwolnienie

Gdy reporterzy TVN-u zapoznali się z aktami sprawy, zaangażowali się eksperci i byli policjanci, po przeanalizowaniu akt uznali, że w więzieniu siedzi niewinna osoba. Efektem ich pracy był wniosek o warunkowe przedterminowe zwolnienie, na które zgodził się sąd. Beata Pasik niedawno, po 18 latach warunkowo opuściła więzienie i zaczęła walkę o uniewinnienie. Bardzo rzadko zdarza się, by sąd penitencjarny warunkowo darował skazanemu za morderstwo aż siedem lat odbywania kary. Przypadek Pasik jest jednak szczególny; wątpliwości wokół tej sprawy jest tak dużo, że wymaga, by przyjrzeć się jej jeszcze raz. Pani Beata dziś ma 44 lata. Po raz pierwszy za kratki trafiła w mając lat zaledwie 23. Jak wyznała w jednym z ostatnio wyemitowanym reportaży: “W tym roku mijają 24 lata, jak walczę w tej sprawie. To kawał mojego życia, ciężkiego życia. Straciłam najbliższe osoby, mamę. Straciłam swoje najpiękniejsze lata”. Dodała również: “Żal mam do wszystkich organów ścigania. Zrobili to ot tak, padło nazwisko, zostałam aresztowana i zostały postawione mi zarzuty bez jakiegokolwiek zbadania tej sprawy, bo ktoś powiedział”. Policja i prokuratura zadowolili się zeznaniami pokrzywdzonej Anny J. i nigdy nie badali innych wątków sprawy. Po skazaniu Beaty Pasik, akta sprawy morderstwa w butiku Ultimo na długie lata wylądowały na półce. Gdy ofiara zeznała, że to Pasik strzelała, nie brano pod uwagę innych opcji, skupiono się na udowodnieniu jej winy, mimo iż zeznania świadków mogły prowadzić na inny trop. Była np. mowa o wieloletnim konflikcie właścicieli butiku czy też o zwolnionym mężczyźnie, którego widywano pod sklepem tak, jakby obserwował otoczenie. I jest tego znacznie więcej...

Wątpliwości w sprawie

Biegły w zakresie balistyki uznał, że strzelano z bardzo nietypowej i rzadkiej broni. Był to rewolwer, biegły podał dwa najbardziej prawdopodobne modele, takie, takie jakich używają służby specjalne, policja albo agencje ochrony. Pytanie, które zadaje sobie do dziś wielu ludzi brzmi, skąd 23-letnia wówczas Beata miałaby mieć taki pistolet i czy umiałaby z niego wymierzyć tak bezbłędnie celne strzały? Wiadomo, że morderca chciał mieć pewność, że ofiara, Daniel J. na pewno nie żyje, w końcu dla pewności, gdy mężczyzna już leżał, w tył jego głowy oddano jeszcze jeden strzał. Zabójca nie zakończył życia rannej Anny. W toku śledztwa nie wzięto pod uwagę np. tego, że to Daniel miał zginąć, przez własne problemy lub porachunki. W końcu miał kilka prac zarobkowych, prowadził różne biznesy, w tym firmę ochroniarską. Co więcej, osoba, która dokonała zbrodni, zrobiła to z zimną krwią i opanowaniem. Psychiatrzy padający Beatę Pasik byli jednomyślni: oskarżona nie byłaby zdolna do tego rodzaju mordu. To wbrew jej osobowości. Dodatkowo zeznania Anny sprzed lat mają wiele luk i rozbieżności, nie były spójne. Protokół spisany przy pierwszym przesłuchaniu kobiety w szpitalu również zawiera luki i pewne wątpliwości. W sądzie kobieta miała powiedzieć później, że rozmów z policjantami w szpitalu nie pamięta. Jakby tego było mało Beata Pasik miała alibi. Od początku uważała, że w chwili wydarzeń w butiku przebywała w zupełnie innej części Warszawy. Wówczas zeznanie 23-latki potwierdzili: jej ówczesny partner, jego rodzice u których byli tego dnia i np. panie z kwiaciarni. Jednak podczas żmudnych przesłuchań partner Beaty dał się przekonać do złożenia zeznań ją obciążających, jak wyznał podpisał podsunięte mu dokumenty. Niedługo później wycofał swoje słowa, jednak nic to nie dało. Tego typu niejasności jest sporo. Osoby, które zajęły się teraz sprawą Beaty, chcą spojrzeć na dowody jeszcze raz i poskładać całość, by upewnić się, czy została skazana właściwa osoba.

25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy

Gdy Beata Pasik wyszła na wolność, a jej sprawę poruszono w mediach, nie kończą się porównania jej sytuacji, do sprawy niesłusznie skazanego Tomasza Komendy, którego sprawą i uniewinnieniem żyła w ostatnich latach cała Polska. Powstał również poruszający dramat przedstawiający jego historię. Komenda został aresztowany w 2000 roku, a 4 lata później skazano go prawomocnym wyrokiem Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu na 25 lat pozbawienia wolności za gwałt i morderstwo 15-letniej Małgorzaty Kwiatkowskiej. Dziewczyna straciła życie w noc sylwestrową w 1996 roku. Śledczy ustalili, że sprawców było kilku. Świadczyły o tym ślady pozostawione na miejscu zbrodni, między innymi DNA, jednak winnych nie znaleziono, śledztwo przez długi czas stało się w martwym punkcie. Na ślad Komendy, którego tak naprawdę nigdy nie było na miejscu przestępstwa trafiono, gdy w 2000 roku w programie telewizyjnym przedstawiono rysopis mężczyzny, z którym miała bawić się wtedy 15-latka. Wówczas na policję zadzwoniła Dorota P., która stwierdziła, że osoba z rysunku jest podobna do wnuka jej sąsiadki. To właśnie zeznania tej kobiety skierowały sprawę na 24-letniego wówczas Tomka. 24-letni wówczas chłopak nigdy wcześniej nie miał problemów z prawem, a noc sylwestrową w 1996 roku spędził w domu z rodziną i znajomymi. I chociaż alibi zapewniało mu kilkanaście osób, został obciążony dowodami z miejsca zbrodni. Gdy go zatrzymano, nie szukano nikogo więcej, a sprawę zamknięto. Nie mógł się doprosić o pomoc i zbadanie jego sprawy, nikt go nie słuchał.

Po 18 latach uniewinniony od wszystkich zarzutów

Z 25 lat pozbawienia wolności, Tomasz odsiedział aż 18 (podobnie jak pani Beata). W tym czasie nigdy nie wyszedł na ani jedną przepustkę, bo żadna mu nie przysługiwała. Został skazany za jedno z najcięższych przestępstw z kodeksu karnego za które inni więźniowie sami chętnie wymierzają sprawiedliwość. Był traktowany jak bestia i śmieć. Przez cały pobyt w więzieniu był poniżany, torturowany fizycznie i psychicznie. Wspominał, że gdy go bito i łamano, pracownicy placówki odwracali wzrok. Trzy razy próbował odebrać sobie życie. Z wiszącego sznura odcinali go inni osadzeni i jak wyznał, nie wie właściwie dlaczego, ponieważ każdy z nich życzył mu śmierci. Jak później zaznaczył, najwidoczniej to nie był czas, aby umierać. Okazało się, że czekało na niego życie na wolności. Dopiero 18 lat później w efekcie ponownie wszczętego śledztwa Komenda został uniewinniony od wszystkich zarzutów w połowie 2018 roku. Miał wtedy 41 lat. W 2019 roku reprezentujący go mecenas, Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości złożył wniosek o przyznanie za niesłuszne pozbawienie wolności odszkodowania w kwocie 18 milionów, za 18 lat odebrania wolności. Początkiem 2021 roku w końcu zapadła decyzja w tej sprawie. Otrzymał nieco ponad 811 tys. zł tytułem odszkodowania i 12 mln złotych zadośćuczynienia. Reprezentujący go mecenas, podkreślał że długich lat, które Tomasz spędził w zakładzie karnym traktowany jak bestia i straconej młodości, nie są w stanie wynagrodzić żadne pieniądze.

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, polub i udostępnij go na Facebooku! Zobacz również nasz Instagram, Tik Tok oraz kanał na Youtubie, jeśli chcesz zobaczyć więcej interesujących treści.

Żródło: Pexels.com/Twitter/Instagram

0
Co o tym sądzisz? Dołącz do rozmowy
Ma największe policzki na świecie! Dlaczego ludzie życzą jej śmierci?